MLM: Skąd masz chomika? – Sklepy zoologiczne

MLM: Skąd masz chomika? – Sklepy zoologiczne

Skąd masz chomika?” to kolejna seria postów obracająca się w oczywistym zagadnieniu. Choć w tytule jest chomik to możemy ten temat odnieść do wielu gatunków drobnych zwierząt – innych gryzoni, zajęczaków czy np. gadów. Nie ważne o jakim zwierzęciu myślimy zawsze warto zainteresować się głębiej tym, skąd ono będzie – by decyzja była świadoma i możliwie najlepsza dla zwierzęcia (nie dla nas!).

Zacznę od najbardziej „oczywistego” źródła, które przychodzi jako pierwsze na myśl kiedy wiele osób już uzna, że chcę dany gatunek zwierzęcia.

Sklepy zoologiczne

Branża zoologiczna to bardzo szerokie pojęcie i powiązane pośrednio m.in. z rolnictwem (np. jakość siana i jego cena zależy od „danego roku” – temat mi bliski, bo mam konia i wierzcie mi, że w ostatnich latach „głupie siano” podrożało przez np. susze) czy medycyną weterynaryjną i zootechniką (coraz więcej preparatów do np. czyszczenia uszu, preparatów na kleszcze czy karm ratunkowych). Sama idea sklepu zoologicznego jest jak najbardziej zrozumiała – miejsce detalicznej sprzedaży karm, dodatków i akcesoriów dla zwierząt różnych gatunków.

To co się niestety stało, to obok hurtowni pasz, podłoży, akcesoriów itd. to powstanie nieobjętych normami „ferm gryzoni”. Obok rybek akwariowych to gryzonie i zajęczaki stanowią najczęstszy żywy inwentarz sklepu. Niestety coraz więcej sklepów przyciąga klientów – i dzieci, które upraszają rodziców – wystawianiem np. egzotycznych gadów.

Zaznaczę, że pojęcie „ferm” odnosić może się również do np. ferm drobiu. Problem w tym, że takie fermy są rejestrowane i prowadzone jako biznes, który musi spełnić określone warunki czy normy Inspekcji Weterynaryjnej. Od wielu lat postęp w dziedzinie np. higieny zwierząt, paszoznastwie czy ogólnie zootechnice robi tutaj dobrą robotę dla tych zwierząt.

Niestety, „fermy gryzoni” często są po prostu pseudohodowlami w tym najczarniejszym scenariuszu. Funkcjonują na zasadzie „dodatku” do biznesu, a często „na czarno” w czyjejś piwnicy. Nie spełniają żadnych norm, nie podlegają kontroli IW.

Czy wiecie od czego zależy cena zwierzęcia?

To pytanie to klucz do tego wpisu, ale przyda się też do następnych postów z tej serii (i nie tylko).

W biznesie – a sklepy zoologiczne są biznesem – zależy na tym, żeby zyskać przychód. A już na pewno nie tracić! Można zastosować różne strategie, np. serię promocji 2+1 itd. Jednak skupmy się na cenie zwierząt – ile kosztują np. chomiki? Ile kosztuje świnka „zwykła”, a świnka skinny? Dlaczego gekon lamparci podstawowej odmiany kosztuje 2-3x tyle co u dobrego hodowcy tych gadów?

Na cenę zwierząt w sklepie zoologicznym składa się:

  • koszt ich zakupu ze źródła,
  • koszt ich utrzymania w sklepie (kilka-kilkanaście tygodni),
  • poziom „egzotyczności”,
  • marża sklepu.

To takie podstawowe punkty, które należy brać pod uwagę kiedy zapytam…

Jaki koszt ponosi sklep zoologiczny, że jest w stanie sprzedać np. chomika syryjskiego za ~15 zł i jeszcze na tym zarobić?

I tutaj wnioski już są przykre. Bardzo możliwe, że cena „fermowa” stanowi maksymalnie połowę tego ile chce sklep. Niestety, kto miał zwierze wie, że koszty są dużo większe niż to 10-15 zł miesięcznie. W sklepie tych zwierząt jest dużo więcej… Odpowiedź jest prosta i smutna: minimalizm przetrwania.

Sklep zapewnia zwierzęciu niezbędne minimum by przetrwało te kilka tygodni zanim ktoś je kupi. Z tego względu często można spotkać:

  • zwierzęta są za młode na oddzielenie od matki – jest to nagminne u gryzoni i królików, a kończy się często problemami zdrowotnymi i osłabioną trwale odpornością tych zwierząt. Dlaczego tak robią? Im młodsze tym „słodsze”, a dodatkowo wiele osób nie chce już np. 3-4 miesięcznego myszki, bo „stara”.. W przypadku chomików takie 3-4 miesięczne osobniki bardzo często kończą jako pogryzione ciała na zapleczu – taki urok „grupówek zwierząt samotniczych”.
  • zwierzęta nie mają opieki weterynaryjnej – nie słyszałam, żeby jakikolwiek sklep miał co „partie” zwierząt choćby przegląd tych osobników pod kątem chorób i np. kwarantannę. Dlaczego tego nie ma? Ponieważ to czas i koszty – koszt lek. weterynarii, koszt „miejsca” na kwarantannę, i opóźnienie sprzedaży słodkich maluchów (bo za chwilę będą „za stare”). Selekcja jest robiona, bo żaden sklep nie wystawi zwierzęcia „niezachęcającego” wyglądem – to by mogło odstraszyć kupujących… ale co się z nimi dzieje?
  • niedostosowane żywienie – to zmora wielu sklepów, że dają wszystkim gatunkom gryzoni i królikom tą samą karmę, a np. świnki morskie i króliki nie powinny jeść ziaren. Złej jakości, „ogólna pasza” odbija się na zdrowiu zwierząt. Dlaczego tak się dzieje? Obcinanie kosztów utrzymania tych kilkunastu-kilkudziesięciu stworzeń.
  • na sklepie są inne podbite cenowo zwierzęta, które ewentualnie zwrócą straty w obecnej partii – zastanawialiście się, czemu jest tak ogromna różnica między kawią „zwykłą”, a kawią odmiany skinny? Ezgotyczność, rzadkość. To też powód dla którego wśród chomików kilka lat temu bardzo popularne były tzw. chomiki „panda” (farbowane futerka na chomikach w typie campbella). Dlaczego tak się robi? To jest nic innego jak uderzanie w to, że ludzie lubią mieć rzeczy oryginalne jak już coś chcą mieć – wtedy są skłonni zapłacić więcej. Sprzedaż takiej świnki skinny pokryje ew. stratę w padnięciu całej „tury chomików” i jeszcze więcej. Podobnie sprzedaż np. gekona lamparciego czy kameleona w zawrotnych, podbitych, kwotach.

Ogromną siłą sklepów zoologicznych jest też to, że są ogólnodostępne i każdy z nas kojarzy w pobliżu swojego miejsca zamieszkania kilka takich punktów. Ile z nich ma zwierzęta? Z tego powodu bardzo duża część społeczeństwa pójdzie do sklepu i zaufa obsłudze (która prowadzi biznes i chce mieć pracę, mieć za co żyć).

A co jeśli ludzie przestaną kupować zwierzęta w sklepach?

Skończy się popyt, skończy się podaż. Innymi słowy, sklepy stopniowo zrezygnują z masowego handlu zwierzętami, a za tym pójdzie ograniczenie ilości ferm gryzoni i pseudohodowli „piwnicowych”. Skończy się „na miejsce tej myszki trafi 5 kolejnych”. Skończy się też swego rodzaju naciąganie ludzi na zwierzęta egzotyczne (i oryginalne wyglądem), w cenach większych niż u hodowcy – a zwierzęta te często są chore i/lub w kiepskiej kondycji (więc dochodzi koszt np. dodatkowej opieki weterynaryjnej, która potrafi wielokrotnie przekroczyć cenę zwierzęcia).

Pamiętajmy, że główny asortyment sklepu powinny stanowić dobrej jakości produkty dla zwierząt – od psów, kotów przez gryzonie i króliki czy akwarystykę. Miejsce zaoszczędzone na „żywy inwentarz” można przeznaczyć na dodatkowe półki z dobrymi akcesoriami dla tych zwierząt, dodatkowa przestrzeń dla siana, ziół i karm.

Mniejsza dostępność zwierząt w sklepach poprowadzi też do nieco większej świadomości społeczeństwa, a w następstwie – producenci „mikroklatek” prawdopodobnie zanotowali by brak popytu na tego typu akcesoria. To już gdybanie, ale cały czas w myśl „popyt rodzi podaż” (a marketing rodzi popyt).

Jaki koszt ponoszą „producenci” zwierząt skoro są w stanie utrzymać „biznes” z hodowli gryzoni i innych drobnych zwierząt?

Zamiast słów, będzie odnośnik do kilku artykułów z którymi polecam sie zapoznać i samodzielnie odpowiedzieć na powyższe pytanie:

Tak niestety wyglądają kulisy „zwierząt w sklepach zoologicznych”. Niestety nie da się napisać rzetelnego materiału dotyczącego zwierząt w sklepach pomijając zupełnie tą najciemniejszą stronę tego biznesu.

Czy zwierzęta ze sklepu są „gorsze”?

I tak, i nie. Będę brutalnie szczera w tej części.

Niestety zwierzęta na fermach to wynik krzyżowania osobników blisko spokrewnionych, niebadanych pod kątem infekcji, nieodpowiednio żywionych (więc z niedoborami). Towarzyszy temu często przewlekły stres spowodowany m.in. niedożywieniem oraz dużym zagęszczeniem w klatce.

W efekcie, zwierzęta z fermy są obarczone m.in. większym ryzykiem zachorowań na skutek zaniedbania (matki, miotu). Mają słabszą odporność, często obarczone np. pasożytami wewnętrznymi czy chorobami skóry. Brak wiedzy o przodkach i chów wsobny bez kontroli powoduje m.in. większą podatność na nowotwory czy wady genetyczne.

Zobrazować? Ludzie też to w historii robili i pięknym efektem kojarzeń kazirodczych jest Karol II Habsburg 😉 Tylko w ciągu jednego ludzkiego pokolenia (przyjęte 20-25 lat) ile pokoleń chomików, królików czy psów będzie? Chomiki żyją maksymalnie 2,5 – 3 lata w chwili obecnej, a źródła nadal podają obecnie mityczne 3 – 4 lata. Przy ich bardzo szybkim metabolizmie („im mniejszy organizm, tym szybszy metabolizm” – u większości ssaków) ryzyko ujawnienia się wad genetycznych czy nowotworów to kwestia czasu. Już teraz coraz więcej obserwuję np. przypadków chłoniaka u gryzoni czy np. alergii.

I nie, te zwierzęta nie są gorsze – one miały po prostu ogromnego pecha w życiu. Ciężko je uratować, bo na miejsce „uratowanego” czeka cała kolejka następnych… Możemy natomiast świadomie wybierać i w efekcie powodować wycofywanie się sklepów z handlu zwierzętami z takich miejsc.

Podsumowanie

Tego typu materiały są trudne do napisania. Nie jest to temat, który „cieszy kiedy go piszesz”, ale jest potrzebny (jeszcze).

Dodam tutaj link do artykułu Bezprawie hodowlane? Szukamy haków na pseudohodowle, który napisała Alicja z Chomiconu.

Jak pisałam w Kupię sobie chomika, zwierze łatwo kupić – zwłaszcza pod wpływem impulsu czy „zakochania”. Zakochujmy się w zwierzętach mądrze, bo wtedy jesteśmy w stanie cokolwiek zmienić w świecie na lepsze. Inaczej zawsze będzie czcze gadanie o „ratowaniu ze sklepów”, „miał być dla węża”, „adopcja to za dużo zachodu” lub „hodowcy zarabiają więcej niż w sklepie” (to moje ulubione, ale jeszcze się do tego odniosę głębiej niedługo).

Jeśli mogłabym Was o coś prosić to:

  • nie kupujmy zwierząt w sklepach zoologicznych i nie dajmy się manipulować „pójdzie dla węża” (żaden odpowiedzialny terrarysta nie da gadowi karmówki z niepewnego źródła – leczenie węży jest bardzo długie i kosztowne, a lekarzy weterynarii „od gadów” jest niewielu),
  • unikajmy zakupów w sklepach zoologicznych oferujących zwierzęta – to przyniesie najszybszy efekt zgodnie z „popyt rodzi podaż”,
  • pytajmy w sklepach o dobrej jakości produkty i akcesoria, bo zawsze warto sugerować np. rozszerzenie oferty o coś naprawdę dobrego,
  • jeśli w naszej okolicy nie ma dobrego sklepu zoologicznego, spróbujmy lokalnie robić np. wspólne zamówienia ze sklepów internetowych – a nóż zyska na tym nie tylko Wasz chomik czy inne zwierzątko, ale też jakieś inne, bo opiekun się głębiej zainteresuje tematem? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.