Motywacja w jeździectwie

Motywacja w jeździectwie

W jednym z pierwszych wpisów na blogu poruszyłam temat Kryzysu w jeździectwie, gdzie wspominałam m.in. o spadku motywacji. Właśnie tą tajemniczą i jednocześnie dobrze znaną ze słyszenia „motywacją” się zajmę dzisiaj 🙂

Zaznaczę jednak, że wpis ten opieram głównie na własnych doświadczeniach oraz obserwacjach. Nie jestem z wykształcenia psychologiem sportu, więc traktujmy ten wpis jako jedynie wstęp do tematu „motywacji” – jest to bardzo szeroki temat! 🙂 Osobiście zgłębiam go również na potrzeby własne oraz mojej pracy, gdzie dbam m.in. o poziom motywacji w zespołach z jakimi pracuję.

Czym jest motywacja?

Motywacja to słowo pochodzące z łaciny – motus = ruch, motivus = ruchomy. Jest to stan wewnętrzny, coś co „czujemy” i umożliwia nam podejmowanie określonych działań. Jest to pewna potrzeba, wynik nie tylko „chcę”, ale też naszej psychiki oraz fizjologii.

Dodatkowo możemy wyróżnić procesy motywacyjne, czyli już ukierunkowane zachowania i działania, które zbliżają nas do określonych efektów. Kiedy działamy w pełni świadomie i znamy efekt końcowy to mówimy o osiąganiu celu

Należy też pamiętać, że motywacja może być:

  • zewnętrzna, czyli wzbudzanie potrzeby poprzez manipulowanie możliwościami, systemem kary i nagrody, np. wypłata w pracy czy czerwony pasek na świadectwie,
  • wewnętrzna, czyli wzbudzanie potrzeby gdy my sami tego potrzebujemy i chcemy, np. ciekawość skłania nas do zgłębiania jakiegoś zagadnienia, a satysfakcja ze zdobywanej wiedzy pcha nas dalej i dalej.

Sposoby na motywacje

Być może nie jest to najlepsze rozpoczęcie, ale zacznę od tego jak możemy motywację stracić – takie główne błędy jeździeckie (i życiowe) w podejściu. Po tym przejdziemy do tematu jak tą motywację w sobie „obudzić” czy utrzymać 🙂

Utrata motywacji

Większość z nas pewnie zgodzi się z tym, że motywacja raz jest, raz jej nie ma – zazwyczaj na przestrzeni miesięcy czy lat. Motywacje może przerwać zdarzenie losowe, które uniemożliwia nam osiągnięcie celu jaki sobie założyliśmy, powodując wspomniany na samym początku „kryzys jeździecki”. Niestety, są też inne bodźce, które mogą naszą motywacje osłabiać czy wręcz „dobić”.

  • Brak określonego celu – bardzo często nasze jeździeckie cele są ogólne lub wręcz spowodowane tylko „chcę jeździć”. W samym „chcę” nie ma nic złego i jeśli komuś to wystarczy to ok, natomiast dla wielu osób po kilku miesiącach to zacznie być mało. Warto sobie na każdym etapie jeździectwa (czy np. malarstwa, nauki czy czegokolwiek co robimy w życiu) obierać sobie małe cele. Dlaczego? Ponieważ dążenie do celu i jego osiągnięcie jest takim pozytywnym „samo-napędzaczem” naszych działań.
  • Stawianie sobie zbyt wysokich wymagań do wykonania w zaplanowanym czasie – nasze cele mogą być też zbyt wygórowane, np. będąc na poziomie BOJ raczej marne szanse żeby zrobić licencje sportową na międzynarodówki 😉 Takim mechanizmem możemy sobie skutecznie obniżać motywacje, aż zupełnie ją stracimy. Ten „błąd” często popełniamy np. zbyt ambitnie podchodząc do nas samych, pod wpływem porównywania się do innych czy pod „presją” zewnętrzną.
  • Nie rozwijamy naszej wiedzy „teoretycznej” – w życiu bardzo cenię wiedzę praktyczną, jednak bez teorii ciężko się obyć. W jeździectwie taką ścianą teoretyczną może być np. nieznajomość podstaw końskiej anatomii i biomechaniki, ponieważ na pewnym etapie wymagania treningowe dla pary koń-jeździec są coraz wyższe. Żeby w pełni zrozumieć pewne problemy treningowe i dlaczego w dany sposób się je przepracowuje warto rozumieć jak działa ciało konia (i jeźdźca). Takich przykładów może być więcej, bo np. świeżo upieczeni właściciele konia nacinają się na brak wiedzy o dopasowaniu sprzętu (np. czy siodło pasuje?) lub dobór odpowiedniej paszy (np. czy skład jest dobry, nie za dużo skrobi?). Takie braki w wiedzy mogą powodować spadek motywacji, np. kupimy siodło, które zupełnie nie leży, a koń po kilku jazdach tańcuje pod siodłem i nie da się „pracować” (pomijam dalszy rozwój wydarzeń).
  • Nie korzystamy z naszej wyobraźni – zdziwił ten punkt? Wyobraźnia to narzędzie, które często pomijamy 🙂 I możemy z niej korzystać nawet w domu w ramach „5 min przerwy” w pracy czy nauce. Jak jej brak może nad demotywować? Wizualizacja naszego celu lub drogi do niego pomaga nam zrobić z czegoś „abstrakcyjnego” coś „namacalnego”. Nie wyobrażając sobie tych małych kroków, tych szczegółów czasami zaczynamy gubić nasz cel, który nadal zdaje się być abstrakcyjny, a przez to nieosiągalny (bądź trudno osiągalny).
  • Szybko się zniechęcamy, nie radzimy sobie z porażką – to już trudniejsze zagadnienie, bo rodzaje porażek są bardzo różne tak samo jak różnie ludzie na nie reagują. Osoby o słabszej psychice mogą bardzo źle radzić sobie już np. z tym, że jakieś ćwiczenie znowu i znowu im nie wychodzi. Inni będą za mocno przeżywać to że zajęli II miejsce na zawodach regionalnych. Każdy z nas ma taką „ścianę” od której się odbija. Sport to swego rodzaju próba charakteru, czasami warto dać sobie czas i luz – wrócić do tego jaki mamy cel, jaka droga nas czeka itd. Pomóc może też wizyta u psychologa lub psychologa sportowego 🙂

Tymi kilkoma kropkami zakończę na dzisiaj tą sekcję. Spróbujcie sprawdzić czy sami nie wpadacie w wyżej wymienione pułapki, a być może szybko wyłapiecie „spadek” i jemu zaradzicie 🙂

Zwiększanie motywacji

To już stanowczo przyjemniejszy temat, ale – moim zdaniem – nie skłania aż tak do refleksji. Osobiście bardzo lubię analizować „przyczyny” i ich następstwa – wolę eliminować bodźce „zmniejszające” niż stale wyszukiwać nowych „napędzających” (to pewna cecha mojego lenistwa).

Tak naprawdę, żeby utrzymać motywację starczy przeciwdziałać bodźcom „hamującym” nasza motywację, a kilka z nich wymieniłam wyżej.

Jest natomiast kilka rzeczy, jakie możemy zrobić żeby „podbijać” sobie motywacje. Tutaj zdradzę kilka moich sposobów jeździeckich, ale też „zawodowych” jakie pomagają mi na codzień (również w sporcie).

  • Oglądanie filmów z zawodów i przejazdów dobrych jeźdźców/zawodników – to chyba jeden z najprostszych sposobów żeby nieco rozbudzić w sobie motywację. Tutaj działa na nas nie tylko aspekt „chcę X”, ale też mamy już unaoczniony efekt – dzięki temu dużo łatwiej nam sobie wyobrazić nasz cel. Wspominałam wyżej, że wyobraźnia jest niedoceniana 🙂 Oglądający filmiki np. ze skoków rozliczam foule między przejazdami, obserwuję jak zawodnicy wyjeżdżają linie i szukam różnic. Analizuję na ile potrafię ich przejazdy, a w razie pytań konsultuję się z moimi trenerami 🙂 Podobnie jak oglądam inne dyscypliny – nie jestem ujeżdżeniowcem, ale staram się „ćwiczyć oko”. Takie oglądanie filmików bardzo mi pomaga nie tylko zwiększyć motywację, ale też rozwija wiedzę teoretyczną – przyjemne z pożytecznym.
  • Czytanie książek/blogów/stron tematycznych – ponownie zdobywanie wiedzy teoretycznej jako sposób na utrzymanie/zwiększenie motywacji. Możliwe też, że pozwoli nam uniknąć niektórych „ścian”. Osobiście sięgam nie tylko po książki typowo „techniczne” omawiające ćwiczenia, ale np. atlas anatomii, żywienie koni czy behawior. Zdobywanie wiedzy daje satysfakcje, a to pozwala nam skuteczniej podjąć dalsze działania. Dodatkowo unikniemy dzięki temu – być może, bo nie zawsze – sytuacji, gdzie dopadnie nas kryzys „bo wcale nie wiemy wszystkiego”. Pogodzenie się ze stałym rozwojem i zdobywaniem wiedzy, że „nigdy nie wiemy wszystkiego” jest takim efektem ubocznym z którego nawet możemy nie zdawać sobie sprawy 😉
  • Stawiajmy sobie mniejsze cele, których wykonanie umożliwi nam osiągnięcie długoterminowego efektu/celu – tutaj warto rozbić sobie np. przygotowanie do BOJ na mniejsze etapy, gdzie po drodze zaplanujemy np. 2-3 treningi wyjazdowe lub starty w zawodach towarzyskich na najniższych klasach żeby przejazdy BOJ nie były tymi „pierwszymi w życiu”.
    Takie podejście do sprawy usystematyzuje nam też poniekąd pracę, a mniejsze cele będą podbijać motywacje w trakcie całej drogi. W razie porażki na którymś z etapów będziemy też podbudowani, że do tej pory udało się zrobić kilka innych rzeczy, a porażki cóż… są normalne 🙂
  • Poszukajmy szkolenia na które możemy pojechać jako słuchacz czy uczestnik z koniem – dla mnie szkolenia to zawsze taki „bum” motywacyjny. Bardzo lubię brać udział w różnego rodzaju wydarzeniach, a jak mi brakuje takich wydarzeń to szukam w Internecie filmów w stylu „okiem sędziego”.
  • Rozmawiajmy z innymi osobami o naszych „małych celach”, zwłaszcza jeśli mamy podobne cele – takie głośne powiedzenie do czego się dąży sprawia, że „kości zostały rzucone”. Nikt nam oczywiście nie broni nagle zmienić zdania czy zrezygnować, ale będzie to dla większości z nas mocno niekomfortowe, więc łatwiej „podjąć trud” niż narazić się na niewiadomy dyskomfort. Oczywiście sytuacje losowe swoją drogą. Warto rozmawiać z osobami o podobnych zainteresowaniach, nie bez powodu też powstały fora i grupy tematyczne – potrzeba „dzielenia się” swoimi planami, wiedzą czy zwyczajnej rozmowy o interesującym nas temacie jest powszechną formą automotywacji 🙂

Podsumowanie

Motywacja to bardzo szerokie zagadnienie, a poznanie kilku składowych pozwoli nam na skuteczniejsze spełnianie marzeń 🙂 Właśnie tym są często nasze cele, na początku są zazwyczaj marzeniami mniej lub bardziej odległymi.

Im szybciej zaobserwujemy u siebie czynniki obniżające motywacje tym szybciej będziemy mogli im przeciwdziałać.

Stan „demotywacji” jest czymś normalnym, zdarza się, że musimy sobie zrobić „jeździecką przerwę” – czy to z przyczyn losowych, czy z własnej woli. Można ją jednak obrócić na naszą korzyść – ale o tym kiedyś osobny wpis 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.