Warsztaty masażu koni

Warsztaty masażu koni

Obecnie wiedza i świadomość wielu jeźdźców – w Polsce i na świecie – rośnie bardzo szybko, w wielu kierunkach. Staram się podążać za wiedzą, której przybywa w temacie jeździectwa i dobrostanu koni 🙂 W efekcie, miałam przyjemność wziąć udział w Warsztatach masażu koni, zorganizowanym w Stajnia Wierzbna – Biały Las (link do Fb) przez dr hab. inż. Marię Soroko (Equine Massage) w dniach 24-25.10.2020 🙂

Organizacja

Normalnie nie umieszczałabym tutaj takiego akapitu, ale mamy czasy jakie mamy – Covid szaleje, nowe rozporządzenia wchodzą szybciej niż nam się wydaje i jak w tym wszystkim zorganizować warsztaty?

Zapisałam się na warsztaty już jakoś w lipcu tego roku. Czekałam na nie kilka miesięcy, dobrze wiedząc, że na jesień może być różnie. Na kilka dni przed warsztatami Pani Maria wysyłała do uczestników e-maile, w których dostaliśmy wytyczne dotyczące obostrzeń – reżim sanitarny, dystans społeczny i ogólna ostrożność.

Pod względem informowania uczestników oraz organizacji na miejscu warsztatów byłam bardzo zadowolona. Choć do ostatniego wieczoru bałam się, że mogą być odwołane, bo już zaczynało się mówienie o m.in. czerwonej strefie w całym kraju.

Pani Maria i Stajnia Wierzbna zapewnili wspólnymi siłami bardzo dobre warunki do poszerzania wiedzy 🙂

[Fot.1] Sala wykładowa z przygotowanymi rekwizytami. Końskie kości leżące na stołach mogły w pierwszej chwili być nieco dziwne. Jednak w trakcie zajęć teoretycznych możliwość zobaczenia jak się „składają” ze sobą i jaka jest +/- ruchomość niektórych stawów dała mi bardzo dużo 🙂 Na zajęciach praktycznych część kości (zwłaszcza kończyn) było przykładanych do konia, więc poziom „wizualizacji” naprawdę duży 🙂

Warsztaty – Dzień 1

Jak już wyżej pisałam, warsztaty były 2 dniowe. W sumie kilkanaście godzin teorii i praktyki. Siedzieliśmy (w maseczkach i z dystansem 😉 ) w tzw. „podkówkę”, a każdy uczestnik miał przed sobą 2 zbiory materiałów (każdy ~25 kartek A4) – skrypt teoretyczny oraz skrypt do manualnej oceny konia przed masażem.

Ciekawostka: wiedzieliście, że usadzenie uczestników w „podkówkę”/U powoduje większe zaangażowanie grupy? Jakieś 2 lata temu byłam na warsztatach z komunikacji w zespole i storytellingu, gdzie prowadzący dzielili się z nami takimi ciekawostkami.

Dzień 1 to była w większej części teoria. W sali wykładowej chłonęliśmy wiedzę dotyczącą:

  • układu kostnego,
  • układu mięśniowego (głównie w obrębie górnej linii grzbietu, podstawowe mięśnie kończyny przedniej i miednicznej),
  • fizjologia pracy mięśni,
  • omówienie konkretnych punktów w ciele konia pomagających w manualnej ocenie (tj. w szukaniu napięć i miejsc, które mogą być bolesne).

Prezentacje były ciekawe z wieloma przykładami zdjęć czy filmików (zarówno animacji np. działania mięśnia, jak i sposobu obciążania kończyny piersiowej podczas lądowania po skoku).

Tempo zajęć nie było za szybkie i pozwalało spokojnie notować – w skrypcie teoretycznym 😉 Drukowanie skryptów jednostronnie to świetna sprawa na takich warsztatach, bo daje możliwość robienia „mind map” lub szybkich notatek z zachowaniem wątku głównego i np. nie musiałam rysować całego szkieletu konia jak chciałam coś konkretnego zapisać do np. axis’a. 

Skrypt teoretyczny zawierał materiały dotyczące nie tylko podstaw anatomii koni, ale też opis podstawowych chwytów stosowanych w masażu czy przykładową rutynę, której się później uczyliśmy w praktyce 🙂

Po obiedzie poszliśmy do stajni, gdzie na koniach (bardzo cierpliwych, ale powiedzmy wprost – kto nie chciałby być głaskany i masowany?) wyznaczaliśmy sobie główne struktury kostne, „wymacywaliśmy” np. guzowatość naramienną. Idealne przełożenie teorii na praktykę w towarzystwie koni – a to dla nich się tego w końcu uczyliśmy 🙂

Dzień 1 zakończyliśmy sekwencją manualnej oceny konia – gdzie patrzeć i w jaki sposób szukać dłońmi napięć mięśni czy problemów, z którymi może borykać się dany koń. Wszystko ze zwróceniem uwagi na potencjalne przyczyny – bardzo rzadko zdarza się, że problem jest „tylko w danym miejscu”. Niestety, wiele spięć mięśni np. w odcinku lędźwiowym to efekt kumulacji – od niedopasowanego siodła, przez problemy z zębami do np. kompensacji efektów z bolesnej kończyny piersiowej. I tak naprawdę na tych warsztatach to było bardzo ważne – możliwość wyciągania wniosków i rozmowy o tym „Co nam może powiedzieć bolesność w X? Na co możemy następnie zwrócić uwagę u danego konia? Kiedy nie masować, bo koń wymaga diagnozy lekarza weterynarii?”.

[Fot. 2] Poglądowe zdjęcie skryptów oraz szybkich notatek. Wierzcie mi, że po tych 2 dniach skrypt jest dużo bardziej zapisany niż na tym zdjęciu 🙂

Dzień 2

Ten dzień również zaczął się teorią, ale i odrobiną praktyki. Wszystko dotyczyło już masażu samego w sobie – jaki jest jego cel, jakie są jego efekty, jakie chwyty się stosuje i kiedy się je stosuje.

Te podstawowe chwyty mieliśmy okazję przetestować na sobie. Dzięki temu idąc do koni, już mieliśmy mniej więcej wyczucie jaka siła (wcale nie potrzeba dużo siły!), jaka praca ciała (ergonomia pracy) i – najtrudniejsze – jak rozluźniać nadgarstek i przedramiona w masażu! 😀

Masaż ma tutaj podobieństwo do np. uciskania klatki piersiowej w RKO. Jeśli będzie się pracować tylko „z przedramion i dłoni” to szybko opadniemy z sił, a wystarczy pracować całym ciałem, balansować na nogach i z zachowaniem „miękkich dłoni”, spokojnie wykonywać chwyty. Tylko tyle, ale tyle!

Zajęcia praktyczne zaczęliśmy od powtórzenia sekwencji manualnej oceny koni. Następnie nauczyliśmy się techniki wstępnej, tzw. masażu wzdłuż kręgosłupa – bardzo fajna technika i na pewno wdrożę ją jako element przed i po treningowy 🙂

Następnie oznaczaliśmy mięśnie oraz stosowaliśmy pokolei na nich określone chwyty i ich sekwencje. Pani Maria bardzo dokładnie omawiała nam na co zwracać uwagę, w jakim kierunku działać i w jaki sposób stać przy koniu (BHP ważna rzecz!). Kiedy ćwiczyliśmy mogliśmy rozwiać wszystkie wątpliwości i nasza technika danego chwytu była poprawiana.

Powiem szczerze, że miałam ogromną satysfakcję jak zobaczyłam, że klacz z którą pracuję – kasztanowata Ewita – się rozluźnia i ziewa raz po raz, a pysk jest w pełni zrelaksowany 🙂 Moja klacz jest trudniejsza do masażu (m.in. przez kłopoty zdrowotne, wymaga dużego wyczucia „danego dnia”), trudniej wchodzi w stan „błogiego relaksu”. Praca z Ewitą była dla mnie łatwiejsza niż z Darganą, bo widziałam efekty moich działań – pod tym względem dało mi to dużo takiej „pewności” 🙂

To nie był pierwszy kurs masażu dla mnie. Kilka lat temu brałam udział w kursie masażu relaksacyjnego u p. Pauliny Puchały – od tamtej pory z mniejsza lub większą regularnością masuję Darganę, skupiając się głównie na jej górnej linii (szyja, grzbiet). Najczęściej jest to kilku minutowy masaż określonej grupy mięśni (symetrycznie), a bardzo rzadko stosowałam całą rutynę.

Miałam też krótki romans z metodą Mastersona, ale o tym kiedy indziej (uprzedzając: nie da się robić wszystkiego na każdym koniu) 😉

Praktyczna część warsztatów trwała aż do popołudnia. Przez kilka godzin skupialiśmy się głównie na zapamiętaniu technik, oswojeniu się z tym jak pracować efektywnie i bezpiecznie oraz dopytywać p. Marię o wszystko co nam w temacie „okołomasażowym” przyszło do głowy 🙂

Warsztaty zakończyły się wręczeniem certyfikatów. Lubię dostawać takie pamiątki 🙂 Dla mnie to taki fajny element szkoleń – takie „Dobra robota!” 🙂 

[Fot. 3] Ewita była moją partnerką podczas obu dni (oczywiście miałam też okazję „pomacać” i pomasować inne konie, ale to z nią spędziłam praktycznie cały dzień 2). Kreski na koniu zostały zrobione kredkami do malowania twarzy – w pełni bezpieczne. No, i starłam je z niej własnymi dłońmi podczas masażu 😉

Podsumowanie

Takie warsztaty to dla mnie zawsze „kop motywacyjny”. Akurat nie mam kryzysu jeździeckiego, ale gdybym takowy miała to te warsztaty na pewno by mnie zmotywowały do powrotu 😉

Oczywiście, należy wspomnieć, że udział w 1 czy 2 warsztatach nie jest jednoznaczny z byciem „końskim masażystą” (a już na pewno nie domorosłym fizjo). Stawiam to na poziomie świadomego jeźdźca i właściciela konia – nie jest to wiedza niezbędna. Jest to natomiast zagadnienie ciekawe, dające możliwość znalezienia napięć i podstawowe umiejętności by z koniem spędzić czas nie tylko miło, ale z korzyścią dla niego 🙂

Dla kogo są takie warsztaty? Dla każdego chętnego jeźdźca, który chce się zainteresować nieco szerzej tematem 🙂 Dla każdego, kto chce zobaczyć czy „masaż koni” to na pewno ścieżka, w którą chce iść (a na wielu grupach przewija się pytanie o „bycie końskim fizjo”). Dla każdej osoby, która chciałaby umieć ocenić czy dany problem fizyczny na treningu wynika z napięcia mięśni lub innej trudności fizycznej konia (lub jeźdźca!). Osobiście na pewno za jakiś czas pojawię się na kolejnych warsztatach w tej tematyce, bo mnie ten temat po prostu interesuje – nie zawodowo, a dla mojego konia (co chyba jest moim drugim „zawodem” w sumie, tylko takim który przepala $ z pierwszego zawodu 😀 wielu właścicieli koni zna ten ból).

A jak jest u Was – masujecie swoje konie (osobiście lub wzywacie zoofizjoterapeutę)? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.